Siedząc w pokoju, jedząc jogurt o smaku straciattelli, zastanawiam się nad sobą. Nad sytuacjami, które miały miejsce, o tym, co ma mnie niedługo spotkać, choć wszystkiego nie mogę przewidzieć. Czuję się dziwnie ze względu na to, że... nie powinnam się niczym przejmować. Przecież teoretycznie wszystko jest dobrze. Teoretycznie - a więc jest duża różnica.
Z każdą chwilą odkrywam coś nowego: nowy sens ulubionej piosenki, dźwięki za oknem. Śpiewają ptaki, ktoś kopie w ogródku - jest wiosna. A ja się przejmuję, a może próbuję sobie wmówić problem? Nie wiem.
Szukając odpowiedzi na to pytanie znalazłam odpowiedzi na inne, równie nurtujące, często spędzające wieczorem sen z oczu. Bo jest ciężko. W otaczającym mnie świecie widzę wiele smutków, zła, niepowodzeń, nienawiści... Myślę, że o to chodzi. Chcąc coś zmienić, zaczynam od siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz